Zostałem zaproszony na imprezę na której miała być cała nasza klasa i kilka osób z innych. Myślałem że może wtedy uda mi się porozmawiać z Ashlynn. Gdy chciałem do niej podejść, okazało się że zrobił właśnie to mój brat. Zaczęli tańczyć. Nie mogłem patrzeć jak łapie ją za tyłek, całuje w szyję wbrew jej woli. Nie wytrzymałem, podszedłem do nich i odepchnąłem brata od ukochanej.
- Odpieprz się od niej i przestań ją macać. - warknąłem odpychając go od niej.
Momentalnie wszyscy przestali tańczyć.
- Słuchaj brat, ja już ci coś powiedziałem. Oddam ci ją jak wiesz... - mrugnął.
- Przestań, ona nie jest rzeczą. - ponownie go popchnąłem.
- Dobra, słuchaj młody. Jeszcze raz mnie popchnij, a rozwali ci łeb. - zagroził. - Jak to jest, że mój brat myśli że jesteś inna, prawda jest taka że jesteś taką samą łatwą suką jak wszystkie. Każda bez wahania wskoczyłaby mi do łóżka, a ty to... - nie dokończył ponieważ rzuciłem się na niego.
Oczywiście nie wyszedłem z tej bójki bez szwanku, miałem rozbity nos i rozciętą wargę. Ash odciągnęła mnie na bok.
- O co ci chodzi? - spytała nie rozumiejąc.
- A co miałem pozwolić żeby cię macał i żeby gadał takie rzeczy?
- A skąd wiesz, że to nie prawda?
- Wiem. Ash, nie jesteś taka, ja to wiem. - złapałem ją za rękę.
- To co mała? Szybki numerek czy wolałabyś rozłożyć to na serie? - spytał podchodząc do nas Alek.
- Nie dotykaj mnie. - mruknęła i stanęła bliżej mnie.
- Odpieprz się od niej. - wycedziłem.
- Ja pierdole, debilu wszystko mi zepsułeś! - wydarł się tak, że czułem jak Ash podskoczyła.
Gwałtownie dostałem w brzuch, a gdy zgiąłem się w bólu z łokcia w plecy przez co padłem na ziemię. Dostałem parę razy z kopa w brzuch, wyplułem krew i podniosłem się lekko lecz nie wstawałem, a gdy zauważyłem że chwyta metalowy pręt, zamknąłem mocno oczy. W pewnym momencie ktoś odwrócił moją twarz w swoją stronę. Otworzyłem oczy, była to Ashlynn.
- Boli cię mocno? - spytała.
- Przeżyję... - skrzywiłem się i lekko zgiąłem w bólu.
- Przepraszam. - szepnęła przytulając się do mnie.
Również ją lekko przytuliłem.
- Gdzie on jest? - spytałem nie odsuwając się od niej.
- Chłopacy go zabrali.
- A gdzie teraz są?
- Wszyscy się zmyli... zemdlałeś, zostawili mnie tu z tobą samą. - wyjaśniła.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że znajdujemy się w środku lasu. Oparłem swoją głowę o jej i westchnąłem na tyle, ile pozwolił mi ból. Powoli wstaliśmy, jako iż było chłodno oddałem jej swoją bluzę, chciała mi ją oddać ale uparłem się.
- Przepraszam cię... - zacząłem. - Wtedy... nie o to mi chodziło. Ja po prostu nie chciałem się do nikogo przywiązywać w obawie, że znowu się przeprowadzimy. Ale tak jakoś wyszło że nie potrafiłem... nie chciałem cię skrzywdzić. - wyjaśniłem.
- Rozumiem... ja też przepraszam, że nie dałam ci wyjaśnić...
Nagle zaczęło padać, dziewczyna zaciągnęła mnie do siebie do domu. Przez pewien czas ma być sama bo jej ojciec wyjechał w delegacje. A mój? Nawet nie zauważy że mnie nie ma. [...] Byliśmy mokrzy, w dobrym stanie były jedynie nasze spodnie. Pomogłem jej napalić w kominku. Gdy Ash powoli oczyściła moją twarz z krwi, przyniosła koc. Złapałem ją za rękę, przyciągnąłem do siebie sprawiając, że usiadła mi na kolanach. Okryłem nas całych kocem a następnie pocałowałem ją co odwzajemniła.
- Już się nie boisz? - spytała po chwili.
- Tym razem będę walczył. Bo mam o kogo. - szepnąłem.
Mimo iż nie wiedziałem, wiedziałem że się uśmiechnęła. Ponownie złączyliśmy nasze usta w pocałunku.